Tajemnica męskiego seksualizmu Drukuj Email

Sporządzenie portretu typowego manipulatora jest niemożliwe. Manipulatorzy nie mają rozpoznawalnych cech, tak jak nie istnieje rozpoznawalny typ oszusta. W przeciwnym razie dochody tych ludzi byłyby dość wątpliwe. Oszustwo z reguły można wykryć dopiero post factum, kiedy już ucierpieliśmy w wyniku przestępczych manipulacji.
Z manipulacjami miłosnymi sprawa się przedstawia w sposób bardziej skomplikowany. O ile stajemy się ich ofiarą, to możemy to zauważyć tylko w takim wypadku, gdy nasza miłość nie jest dla manipulatora celem, ale środkiem. Na przykład gdy zrozumiemy, że ktoś nam z premedytacją zawrócił w głowie tylko po to, żeby nas wykorzystać materialnie albo zaspokoić własną ambicję. W takim przypadku nasz partner okazuje się nie tyle manipulatorem, co oszustem matrymonialnym albo zimnym draniem.
Jeśli nasza miłość jest ostatecznym celem manipulacji partnera, w jego działaniach nie ma nic godnego potępienia.

 

 

 

 

Co więcej, chociaż można wzbudzić miłość w człowieku, nie uciekając się do żadnych manipulacji, to nie da się podtrzymać i zachować tego uczucia bez pomocy manipulacji. Długotrwała harmonia w małżeństwie z reguły jest oparta na mądrej strategii i taktyce jednego bądź obojga małżonków. Czasami nieświadomie, ale przeważnie zupełnie świadomie partnerzy manipulują sobą nawzajem, żeby uzyskać pożądane relacje.
Choć uśmiechnięty i zgodny zwolennik  wydaje się  kłamcą i tchórzem, uśmiechanie się i zadowalanie kochanego człowieka w celu ugaszenia konfliktu nie jest kłamstwem ani tchórzostwem, nawet jeśli w danej chwili ma się ochotę przyłożyć mu czymś ciężkim. Człowiek uciekający się do tego typu manipulacji w miłości słusznie sądzi, że pragnienie okaleczenia partnera minie mu, gdy tylko konflikt zostanie zlikwidowany, ale przynajmniej jedno z dwojga musi dołożyć starań w tym kierunku.
Nie ma co nawet mówić, że uśmiech i zgodność zdecydowanie nie są jedynymi środkami manipulacji miłosnej. Rzadko, ale się zdarza, że uszkodzenie ciała jest najskuteczniejszą strategią. Taki czyn tym się różni od działania impulsywnego, że prowadzi do pozytywnych efektów, podczas gdy niekontrolowany impuls zwykle ma zgubny wpływ na sytuację.
Słowem, manipulator jest człowiekiem, który zawsze postępuje skutecznie: w sposób świadomie mądry lub instynktownie słuszny.

W przypadku umiejętnych manipulacji miłosnych efekt polega na tym, że partner jest przepełniony coraz większą miłością do manipulatora i relacje z nim wymagają ze strony manipulatora coraz mniej starań.

Mnie też bardzo podoba się bajka o idealnej miłości, gdzie oboje partnerzy są stuprocentowymi aktualizatorami, gotowymi wysłuchiwać od siebie nawzajem słów szczerej krytyki i impulsywnie sobie wzajemnie za nią dziękować. W rzeczywistości okazuje się, że w odpowiedzi na negatywną szczerość otrzymujemy impuls destrukcyjny.
Prawdziwie umiejętny manipulator nie tyle manipuluje partnerem, co pracuje nad sobą. Nie tylko ukrywa negatywne emocje, ale wręcz je transformuje. Nie tylko tłumi w sobie impulsy destrukcyjne, ale też pracuje nad tym, by nie powstawały. Wyobrażanie sobie takiego manipulatora jako człowieka beznamiętnego i zimnego jest przesądem. Każdy, kto zaczyna się uczyć języka, sądzi, że nigdy nie będzie umiał wyrazić w nim uczuć i emocji, jeśli będzie musiał pamiętać o deklinacji i koniugacji. Czy będziemy robić długie przerwy po każdym niepewnie wypowiedzianym słowie, czy zaczniemy w tym języku układać wiersze - to tylko zależy od naszego mistrzostwa.
Jeśli odrzucimy precz przesądy, manipulator jest człowiekiem, który wykonuje działania pożyteczne dla osiągnięcia celu, podczas gdy aktualizator chce osiągnąć swój cel, nie dokładając żadnych specjalnych starań. Nie zapominajmy, że w większości przypadków moralną stroną sprawy jest cel, a nie środki. Strategia manipulatora może być ukierunkowana na to, by nie dopuścić do przelewu krwi, a szczerym pragnieniem aktualizatora może być potrzeba odgryzienia komuś głowy.

 

Wzajemność to podstawa
Choćbym nie wiem jak pragnęła przyrzec Czytelnikowi, że sztuka manipulacji pozwoli mu rozkochać w sobie każdą kobietę (to dla Czytelników rodzaju męskiego) czy każdego mężczyznę (dla rodzaju żeńskiego) - byłaby to profanacja.
W baśniach ludowych całego świata, które uniknęły cenzury, żołnierze i chłopscy synowie nie żenili się z królewnami. Królewicze równie delikatnie byli uwolnieni od miłości do pasterek i pomywaczek. Jeśli nawet jakaś śliczna praczka spodobała się księciu, to na końcu bajki na pewno wyszło na jaw, że była księżniczką zamienioną w kołysce, gdy zła wróżka sprowadziła sen na cały tuzin nianiek.
Ta niepisana zasada nie jest snobizmem klasowym, lecz mądrością ludową.
Ktoś, kto sądzi, że może istnieć harmonia fizyczna czy bliskość emocjonalna bez pokrewieństwa mentalnego jest takim samym fantastą, jak ten, kto uważa, że plan fizyczny, astralny i mentalny w człowieku może istnieć sam z siebie. Jeśli iść dalej za tą absurdalną logiką, można dojść do najgłupszego przesądu świata - pojęcia, jakoby istniała miłość bez wzajemności.
Wyobraźcie sobie, panowie, odpychającą z waszego punktu widzenia obywatelkę, przekonaną o tym, że łączy was harmonia fizyczna. Albo panie - obywatela działającego wam na nerwy, zapewniającego, że łączy was bliskość emocjonalna. Bez sensu jest tłumaczyć takim ludziom, że harmonia i bliskość to pojęcia wzajemne, jednostronnie nie mające sensu. Miłość bez wzajemności jest tym samym, co pokrewieństwo bez wzajemności. Jakże to tak, stary: ja jestem twoim rodzonym bratem, a ty moim nie jesteś?
Każdy może sobie pozwolić na wyrafinowaną rozkosz namiętnego pociągu do osoby, która go unika. Ten chorobliwy stan daje mnóstwo mocnych wrażeń, czasem stymulujących rozwój duchowy i potencjał twórczy. Tymczasem sztuka manipulacji miłosnej, do której odwołujemy swoje niskie zamiary, zakłada, że mowa o kontakcie z partnerem, a nie z widmami z podniecających rojeń.

Większość ludzi przez całe życie ma do czynienia z widmami, nie z partnerami, z własnymi rojeniami, a nie z rzeczywistością.

Dwie osoby mogą żyć, jak to mówią, serce przy sercu, nie zwracając na siebie nawzajem w ogóle uwagi, lecz mając do czynienia tylko z wizjami stworzonymi w wyobraźni. Najczęściej takie szczęście kończy się zbyt szybko, by ten rodzaj małżeństwa zalecać z całą powagą.
Wybór żony (męża) można cynicznie porównać do wyboru spodni na ogromnym targowisku. Jeśli się pospieszymy i złapiemy pierwsze, które nam wpadną w ręce, prawie na pewno nie będziemy mogli w nich chodzić. Jeśli będziemy grymasić, odrzucając jedne, drugie i trzecie, istnieje prawdopodobieństwo, że nie zdążymy kupić sobie spodni przed końcem dnia targowego.
Im mniej typową mamy figurę, tym wybór jest mniejszy. To samo dotyczy zawyżonych wymagań. Jeśli nasza figura jest mocno nietypowa albo wymagania zanadto wysokie, to mamy do wyboru: zmienić siebie albo przerobić spodnie. Tak w jednym, jak i w drugim wypadku możemy popełnić błąd. Czy nie przeceniamy swoich sił? I czy jesteśmy pewni, że spodnie są warte tego, by się do nich dopasowywać?
Jeśli chodzi o wady, których już od dawna chcieliśmy się pozbyć, spodnie mogą być dobrą motywacją. Nawet gdy potem się okazuje, że nam nie pasują, będziemy im wdzięczni za te zmiany, które się w nas dokonały. Ale strzeżmy się zmieniać to, co zawsze nam się wydawało naszą mocną stroną. Żadne spodnie świata nie są warte, by się oszpecać.
Co się tyczy przeróbek krawieckich, to się sto razy zastanówmy. Po pierwsze, mamy w ręku rzecz ręcznej roboty, istniejącą w jednym egzemplarzu. To, co nam się wydaje felerem, może być umyślnie skrojonym fasonem.
Po drugie, do tego trzeba być krawcem. Wyobrażanie sobie pożądanego efektu to za mało - trzeba jeszcze umieć wcielić go w życie. Pomyślmy o tym, że materiał może się okazać kapryśny, a nasze dłonie niewprawne. Czy nie zanadto się spieszymy, chwytając spodnie, które nas nie urządzają? Do wieczora jeszcze najprawdopodobniej kupa czasu.
Sztuka manipulacji miłosnej uczy dopasowywania spodni do swojej figury. Co tu kryć, większość z nas nie jest ani typowa, ani idealna. O ile jesteśmy przystojniakiem (ślicznotką) o rozwiniętej inteligencji, łagodnym charakterze, elastycznej psychice, zdrowi seksualnie, z niewyczerpanym optymizmem i stabilną samooceną, nie potrzebujemy specjalnych manipulacji, by nas kochano. W przeciwnym razie przyda nam się wyżej wspomniane rzemiosło.
Ostatnia zasada brzmi następująco: jeśli wszystkie spodnie, które wybieramy do przymiarki, w przymierzalni wydają nam się szpetne, to nie zawracajmy sobie głowy manipulacjami, skończmy bezużyteczne wałęsanie się po rynku i zajmijmy się sobą. Wszystko wskazuje na to, że bardzo nam się nie podoba to, co sobą reprezentujemy. (Zdarzają się czasami tacy, co gardzą spodniami wszelkiego rodzaju, a nawet strojem jako takim. Pełno jest wśród nich ludzi nienormalnych, ale jest też pod dostatkiem wybitnych jednostek. Trzeba koniecznie mieć to na uwadze).

Kobiece szczęście
A oto przepisy na manipulację tak samo adresowane do mężczyzn, jak drzwi oznaczone trójkątem. Kobieta, o ile ma mocne nerwy, może tu zajrzeć, ale korzystanie nie jest wskazane. Będzie źle zrozumiana albo i potępiona.
Zakochany manipulator to szczęście dla kobiety. Kobieta może cały czas stroić fochy i pozwalać sobie na różne głupstwa, słowem, być na luzie jak skończony aktualizator, a szczęście małżeńskie będzie kwitło bez żadnych starań z jej strony.
Zasada nr 1
Aby opracować indywidualny plan skutecznej manipulacji, musisz sobie wyobrazić, że nie masz żadnych kompleksów.
Naturalnie posiadasz takowe, bez nich od razu poczułbyś się samotny, ale po to, by opracować strategię, koniecznie trzeba na krótki czas wyobrazić sobie, że jesteś doskonałością.
Jeśli brakuje ci zbędnej „bańki” na książeczce, byś mógł w to uwierzyć, to sobie wyobraź, że masz tę drobną sumkę. Jeśli według ciebie masz za mało centymetrów wzwyż, wszerz i wzdłuż, to zakładaj, że masz idealne wymiary gdzie trzeba. Absolutnie bezczelnie skompletuj wszystko, czego sobie zażyczysz. Nie zastanawiaj się za długo i nie bądź sknerą. Lepiej, żebyś miał za dużo.
Za każdym razem, gdy rodzi się w nas pytanie, jak postąpić z daną kobietą z punktu widzenia sztuki manipulacji, wyobraźmy sobie siebie jako mężczyznę wielce kompletnego i pytajmy siebie: „A jak bym postąpił, gdybym był bogaty, przystojny, gdybym był wielkim aktorem i tytanem seksu?”. Nie trzeba się rozpraszać głupimi odpowiedziami w stylu: „Wysłałbym ją na szczaw i znalazł sobie bardziej uległą kobitkę”. Bądź co bądź nie jesteś bogaty, przystojny, nie jesteś wielkim aktorem ani tytanem seksu, w każdym razie nie tym wszystkim naraz, i to abstrakcyjne pytanie, które zrodziło się w tobie, dotyczy konkretnej kobiety.
Aczkolwiek dziwnie to brzmi, problemy wzajemnych relacji w parze powstają tylko wtedy, gdy kompleks jednego z nich zazębia się z kompleksem drugiego.
Zasada nr 2
Spójrzmy na swoją kobietę krytycznie.
Nie w tym sensie, że jest fleją i łakomczuchem, tylko w takim, jak ona sama wyobraża sobie siebie. Może to dziwne, ale cechą kobiety jest samokrytyka, może nawet trochę na wyrost. Można powiedzieć, że przytłaczająca ich większość ma krytycznie zaniżoną samoocenę.
Kobieta może sto razy dziennie deklarować, że trafiła ci się jak ślepej kurze ziarno, że wszyscy ją uwielbiają, że wygląda niepowtarzalnie w porównaniu z innymi, może zwracać twoją uwagę na swoje mitologiczne zalety, w efekcie czego za jedyne swoje wady uważa zbyt młody wiek i zbyt dociekliwy umysł - nie wierz jej. Nawet jeśli ci się wydaje, że jej słowa są zasadniczo zgodne z rzeczywistością, nie wierz w to, że odbiera samą siebie pozytywnie.
Jeśli zdarzy ci się kiedyś spotkać kobietę z adekwatną samooceną, nie powstanie między wami żaden konflikt. Będzie miła, taktowna i skromna. Jednakże postąpisz wyjątkowo pochopnie, gdy rzucisz swoją kobietę i zaczniesz szukać takiego wzoru. Panie albo nigdy nie uzyskują adekwatnej samooceny, albo ją uzyskują w wieku, w którym dęby uchodzą za młode.
Samoocena normalnej kobiety waha się skokowo. Czasem rzeczywiście jej się zdaje, że jej mężczyzna wygrał wielki los na loterii. Taki stan trwa dwie minuty, góra pięć, ale przy twojej pomocy może trwać dłużej. Kobietę w stanie adekwatnej samooceny łatwo rozpoznać (zob. wyżej).
Niektórzy mężczyźni sądzą, że sztuczne obniżanie samooceny kobiety jest dobrym sposobem podtrzymywania jej miłości i poczucia zależności. Tak naprawdę kobieta z silnie obniżoną samooceną ma dwa warianty zachowań: albo co i rusz wpadać w histerię, albo spróbować podnieść sobie samoocenę przy pomocy innych mężczyzn. Który wariant ci się bardziej podoba?
Panowie! Nie jest wam pisane nie tylko manipulowanie kobietą, ale zwykłe znośne z nią współistnienie, jeśli nie zapamiętacie raz na zawsze:

Najpiękniejsza, najświetniejsza i na zewnątrz pewna siebie kobieta bardzo często (częściej niż możecie sobie wyobrazić) wydaje się sobie brzydka, śmieszna i żałosna.


Jeśli umyślnie bądź przypadkowo utwierdzasz w niej takie przypuszczenia, to podświadomie albo otwarcie zaczyna ona cię nienawidzić.
Gdy tylko mężczyzna zacznie słyszeć w każdym raniącym jego uszy słowie kobiety prośbę o pomoc w podniesieniu samooceny, prawie błyskawicznie zmieni się w manipulatora (w najlepszym tego słowa znaczeniu).
Niech was nie wprowadzają w błąd panie, dumnie idące po trupach mężczyzn w poczuciu własnej godności. Takie panie dlatego właśnie idą jak taran, że kiedyś doszły do niezłomnego przekonania: ich zalety to piękne złudzenie, które każe mężczyznom padać u ich stóp trupem, ale na pewno się rozwieje w oczach kogoś, kto będzie dopuszczony do nadmiernej bliskości.
Miłością na miłość Gdy mężczyzna wyobrazi sobie, że jest doskonałością
i uświadomi sobie, jak bardzo kobieta nie podoba się samej sobie, bierze w ręce lejce
do sterowania nią.


Niezbędne jest wyobrażenie sobie siebie na szczycie w celu obrony przed złośliwymi słowami i obraźliwymi czynami kobiety. W przeciwnym razie wyrafinowana manipulacja może zostać zastąpiona przez działania ordynarne, a to (jak wyżej dowiedziono) bardzo rzadko prowadzi do pozytywnych efektów.
„Dlaczego nie uprzedziłeś, że się aż tyle spóźnisz? - mówi np. kobieta, spocona z nerwów od czekania, obgryzłszy wcześniej wszystkie paznokcie. - Gdybyśmy się nie umówili, mogłabym się świetnie rozerwać gdzie indziej, a nie czekać tu jak kretynka”.
Gdy mężczyzna zapomniał wyobrazić sobie, że jest doskonałością, może usłyszeć zamiast tego nieszkodliwego tekstu co następuje: „Ulitowałam się nad tobą, myślałam, że marzysz o wieczorze ze mną i na darmo zmarnowałam czas. Z innym mężczyzną byłoby mi znacznie przyjemniej niż z tobą”.
„To po co czekałaś jak kretynka? - mówi do nieszczęsnej taki dżentelmen. - Trzeba było lecieć, gdzie cię nogi poniosą”.
Mężczyzna pamiętający o pierwszej i drugiej zasadzie manipulacji rozszyfruje pretensje kobiety w sposób następujący: „Tak bardzo na ciebie czekałam i bałam się nawet pomyśleć, że o mnie zapomniałeś. Lepiej by było, gdybyś odwołał randkę, zamiast stawiać mnie w sytuacji niepotrzebnej, żałosnej idiotki. Strasznie się boję wyglądać na taką, bo za nic na świecie taka ci się nie spodobam”.
Jasne jest, że w tym wypadku odpowiedź mężczyzny będzie diametralnie inna. Kobieta z normalną samooceną odznacza się tym, że w ogóle nigdy nie wysuwa oskarżeń pod adresem mężczyzny. Dla takiej kobiety pytanie, dlaczego mężczyzna spóźnił się parę godzin, albo w ogóle nie istnieje, albo będzie zadane w łagodnej formie.
Kobieta z wysoką (choćby tymczasowo) samooceną może powiedzieć tak: „Szef nie chciał cię puścić? A może był korek? Biedaku mój. Czy na pewno masz ochotę gdzieś się włóczyć? Proszę, jak jesteś zmęczony, to nie poświęcaj się dla mnie. Chciałbyś zostać ze mną w domu? Z miłą chęcią zaparzę kawy”.
Tylko na pierwszy rzut oka ten chytry tekst wydaje się formułką łapania męża. Jeśli kobieta jest pewna, że jest skarbem, sądzi, że jest szanowana. Jeśli ktoś ją szanuje, pędzi do niej ze wszystkich sił. Jeśli pędzi ze wszystkich sił, to może się zmęczyć. W tym miejscu każda kobieta gotowa jest się rozpłakać i zrobić coś dobrego dla ukochanego.
Mężczyzna, który rozumie, że za pretensjami kobiet zawsze(!) kryje się ich poczucie zbędności, może zakończyć każdy konflikt w jednej chwili, dając kobiecie zdecydowanie i przekonująco do zrozumienia, że jest mu niezbędna. Mężczyzna, który jest w stanie udowodnić kobiecie, że jest mu potrzebna jak dziecku mleko, otrzymuje od niej troskliwość i czułość.
Niektórzy śmieszni mężczyźni całe życie marzą, by kobiety troszczyły się o nich jak matki, ale przy tym co chwilę demonstrują niezależność i dają do zrozumienia, że nie zniosą kontroli.
Jeśli jesteście, panowie, niezależni i samodzielni, kobiety łatwo się na to zgodzą. Jednakże słusznie będą spodziewać się po was ojcowskiej opieki i stroić fochy jak małe dzieci.
Podstawowy zatem przepis na manipulowanie kobietami to baczne śledzenie ich stanu samooceny. Ponieważ każda manipulacja w uproszczonej formie da się sprowadzić do zasady kija i marchewki, wytrawny manipulator może używać samooceny kobiety w charakterze drążka sterowniczego. Marchewką jest aktywne stymulowanie wzrostu samooceny kobiety, a kijem - taki stan rzeczy, w którym odmawiamy kobiecie wsparcia.
O ile marchewkę można stosować wprost i praktycznie bez ograniczeń, to z kija należy korzystać umiejętnie i z wielką ostrożnością. Mężczyzna, który regularnie karmi swoją kobietę marchewką pod postacią zachwytu i aktywnego stymulowania wzrostu jej samooceny, może otrzymać od niej wszystko, czego zechce, robiąc po prostu rozczarowaną minę.
„Coś cię zdenerwowało, kochanie?” - „Kiedy flirtujesz z innymi mężczyznami, zaczynam czuć się niepotrzebny”. W odpowiedzi na taki tekst tylko kobieta, która już zapomniała, jak wygląda marchewka, może się rozzłościć albo w skrytości ducha ucieszyć. „Aha! - pomyśli sobie jadowicie. - Wściekłeś się? No i dobrze - nie myśl sobie, że jesteś jeden na świecie!”.
Kobieta systematycznie karmiona marchewką się wystraszy. Każda kobieta w głębi duszy jest przekonana, że mężczyzna może ją kochać tylko w tym wypadku, gdy uważa ją za swoją.
Kobieta dąży do połknięcia człowieka, którego kocha (idealnie byłoby umieścić go w swoim brzuchu pod postacią chronicznej ciąży). Mężczyzna zaś, pamiętając o tym kobiecym dziwactwie, może wymóc na niej wszystko, co będzie chciał, po prostu udając, że ona się od niego oddala albo pokazując, że to on się oddala.
Tak naprawdę to w metodzie kija nie ma nic szczególnego. To są dokładnie te pretensje i zarzuty, których zwyczajne małżeństwa co i rusz wysłuchują od siebie nawzajem, odszczekując się lub wypierając. Skuteczność kija w ręku manipulatora opiera się na przedłużonym działaniu marchewki.
Mężczyzna, który kilka razy porządnie się sparzył w kontaktach z kobietami, może się oburzyć, że robię wykład o kobietach jako istotach delikatnych, odpowiadających miłością na miłość, a nie jako o znanych ogólnie cholerach i intrygantkach.
Nie będę oponować - zdarzają się cholery, intrygantki też. Jednakże nieuleczalny przypadek cholery to chroniczne obniżenie samooceny. Ci, którym sztuczki z samooceną wydają się zbyt proste, by były skuteczne, niech mi zaufają. Że są skuteczne - to jeszcze mało powiedziane. Szkoda tylko, że wcale nie są proste.
Dość często zdarzają się damy, które można ozłacać komplementami, można dzień i noc śpiewać hymny pochwalne na ich cześć, a nawet palcem nie kiwną w kierunku podniesienia samooceny. Im bardziej mężczyzna przekonuje taką kobietę o tym, że jest boginią, tym mocniejsza jest w tej bogini pewność, że mężczyzn trzeba trzymać na dystans. „Patrzcie go, jak to się puszy - myśli taka kobieta, słuchając miłych słów pod własnym adresem. - A niechby go która spróbowała pokochać całym sercem, to zwieje”.
To nie jest wypaczenie odbioru, nie zazdrosny czy podejrzliwy charakter. To jest niska, bardzo niska samoocena. Niebezpieczne jest mylenie samooceny z oceną otoczenia. Otoczenie może wybrać kobietę Miss Universum, a miss nadal będzie się uważała za szarą myszkę i się dziwiła, jak jej się udało wszystkich wystrychnąć na dudka.
Nie trzeba jednakże bać się skrajności. Duża ilość kobiet ma obniżoną samoocenę, ale to jest całkowicie uleczalne. Wcześniej czy później w twoich ciepłych dłoniach roztopi się nawet serce Królowej Śniegu. A gdy się już roztopi, można delikatnie korzystać z kija. Świetnym posunięciem jest np. wmówienie swojej kobiecie, że jest królową, a potem ni z gruszki, ni z pietruszki oświadczenie, że nie jesteś jej godzien. Twoją królową tak przerazi możliwość utraty ciebie, że od rana do nocy będzie cię przekonywała, iż jesteś wstrząsająco genialny. Jeśli to nie jest manipulacją, to cóż nią jest?
Najważniejsze - nie bój się. Jeśli podniesiesz samoocenę swojej kobiety, to nie tylko nie ucieknie od ciebie do innego, ale się będzie ciebie trzymać kurczowym uściskiem trupa. Mężczyźni oceniają na swoją miarę. Kobiety są inaczej skonstruowane. Ich samoocena, jeśli się nawet podniesie do maksimum, to nigdy nie przewyższy adekwatnej. Kobiety z natury nie mogą sobie nic uroić na swój temat. Mogą przekonać wszystkich dookoła, ale nie uroić sobie.
Na tym polega jedna z głównych kobiecych tajemnic, którą pojąwszy, każdy mężczyzna może zostać wytrawnym manipulatorem.
Marina Komissarowa „Generation Egoist”